Rozmowy od kuchni: Piotr Ogiński, czyli od youtubera do kulinarnego bohatera

56ded8a185b96_p

Kucharz, YouTuber, uczestnik programów Top Chef i Hell’s Kitchen. W wirtualnym świecie znany z „Siemanko, witam w mojej kuchni”, w rzeczywistości z olbrzymiej wiedzy i zapału do pracy. Piotr Ogiński – idealny przykład na to, że ciężka praca popłaca i warto realizować marzenia. W rozmowie ze mną przedstawia jego karierę od „kuchni” i zdradza przepis na danie, które skradnie każde(!), damskie serce. 

Kiedy zacząłeś przygodę z gotowaniem?

Bardzo wcześnie. Jeszcze nie chodziłem do szkoły, miałem jakoś 5-6 lat. Zawsze robiłem sobie coś do jedzenia, ale były to przede wszystkim proste rzeczy takie jak jajecznica, czy omlety.

Czyli zaczynałeś jako przedszkolak? Sam robiłeś omlety? Znam dorosłe osoby, które do tej pory sobie z tym nie radzą (śmiech).

Wiadomo, rodziców nie było w domu, a ja byłem głodny. Pamiętam jak dziś, najczęściej robiłem sobie frytki i dania z jaj. Dzwoniłem do babci i pytałem o przepisy.

Jesteś znany z powiedzonka „Siemanko, witam w mojej kuchni!”. Celowo wybrałeś to przywitanie czy wyszło ono spontanicznie?

Spontanicznie. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc powiedziałem „Siemanko”. Poza tym ja zawsze tak mówię. Nawet w Anglii wołali na mnie Siemanko.

Kanał na YouTube prowadzisz już od 5 lat i opublikowałeś prawie 700 filmów. Czy jako internetowy weteran, doradziłbyś coś osobom, które dopiero zaczynają przygodę z nagrywaniem filmów?

Wiesz co, nie. Tak się nie da. Wiele razy rozmawiałem o tym z innymi Youtuberami. Każdy ma jednak inny kanał i działa w inny sposób. Internet nie ma jednego schematu, trzeba przekonać się o tym metodą prób i błędów. Ja tak zrobiłem i dzięki temu wiem, co robię, jak robię i to się sprzedaje.

Co skłoniło Cię do założenia kanału „Kocham gotować” na YouTube?

To nie było tak, że coś mnie do tego skłoniło. Po prostu chciałem się rozwijać i robić kreatywne rzeczy. Wiedziałem, że nie ma czegoś takiego na polskim YouTube. Kiedy zaczynałem, to strefa kanałów tematycznych była jeszcze w powijakach. Wtedy ludzie wrzucali filmy z kotkiem lub pieskiem. Kiedyś szukałem przepisów na YouTube i znalazłem je tylko w angielskiej wersji językowej. Stwierdziłem, że zacznę robić to po polsku. No i tak jak mówiłem, tak zrobiłem.

(Kanał YouTube Piotra Ogińskiego: https://www.youtube.com/channel/UCkxE2o_0oYHRtXNAKoV2JoA )

Czy miałeś lub masz osobę, która Cię inspiruje?

Inspiruje mnie wiele osób. Inspiracji szukam wszędzie. W internecie, książkach, podczas wypadów do restauracji. Inspiracji jest bardzo dużo.

Dużo podróżowałeś kulinarnie. Czy jest jakaś podróż, którą najlepiej wspominasz?

Cały czas podróżuję kulinarnie. Ciągle szukam nowych smaków, a podróże to moja kolejna inspiracja. Chyba najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła, był wypad do Tajlandii. Było to moim marzeniem. Byliśmy tam długo, nie całe pół roku. Przez ten czas poznałem wielu ludzi, uczyłem się, gotowałem. Tak niesamowitego i taniego jedzenia nigdy wcześniej nie spotkałem. Chociaż słyszałem, że z roku na rok ceny rosną, ze względu na zachodnich turystów.

A Europa?

Uczę się hiszpańskiego i dość często jeżdżę do Hiszpanii. To taki fajny, ciepły kraj, który jest stosunkowo blisko, a ma takie połączenia smakowe, jakich my w Polsce nie mamy. Hiszpanie, na przykład, łączą owoce morza z wieprzowiną. Do nas też powoli dochodzą te trendy. Nie jesteśmy na to w pełni gotowi, ale wszystko idzie w dobrą stronę i gusta zaczynają się zmieniać.

W jednym z wywiadów z Tobą przeczytałam, że uważasz się za Marcina Lutra gotowania.

(Śmiech). Wiesz co, to jest tekst wyciągnięty z kontekstu jednego odcinka Top Chef’a, gdzie połączyłem ciasto francuskie z azjatyckimi smakami. Spytali mnie, skąd takie połączenie, bo nikt nigdy wcześniej czegoś takiego nie jadł. Na to ja odpowiedziałem, że jestem Marcinem Lutrem polskiego gotowania, czyli człowiekiem renesansu, wobec którego dokonał się podział na dwie opinie. Jedna osoba z jury była za mną, a dwie były przeciwko. Właśnie dlatego tak powiedziałem.

Właśnie. Byłeś uczestnikiem Top Chefa i Hell’s Kitchen, a nie można ukryć, że jest między nimi ogromna różnica. Co z nich wspominasz najlepiej?

Tak, programy są różne i każdy z nich rządzi się swoimi prawami. Mam dużo dobrych wspomnień. Fajnie było się pokazać, gotować z najlepszymi, być ocenianym przez Chefa Amaro. Bardzo dużo się nauczyłem i dało mi to do myślenia. Też dzięki tym programom miałem możliwość w taki sposób kreować swoją drogę.

A jest coś, czego nie wspominasz pozytywnie? 

Chyba najgorsze było to, że na planie spędzało się bardzo dużo godzin. Na prawdę, każdy dzień był strasznie długi, co chwilę wszystko się zmieniało, byliśmy przemęczeni i nie wiedzieliśmy co będzie dalej. Nie byliśmy pewni, kiedy idziemy do łóżka, kiedy skończymy nagrywanie. Tak, to zdecydowanie było najgorsze.

Patrząc z perspektywy czasu. Gdybyś mógł wybrać – poszedłbyś jeszcze raz do tych programów?

Poszedłbym, oczywiście. Te programy dużo mnie nauczyły i przede wszystkim pokazały, że można inaczej gotować.

Masz jakieś popisowe danie, które robisz najlepiej na świecie?

Rzadko robię coś dwa razy. Od 5 lat nie zajmuję się stacjonarnym gotowaniem w restauracji. Mam na tyle fajną i przyjemną pracę, że nie muszę powtarzać tych samych dań. Cały czas też eksperymentuję. Zdarza się, że eksperymenty mi nie wychodzą, ale kiedy wychodzą, to szalenie mnie to cieszy.

W końcu trening czyni mistrza!

Dokładnie. Trzeba się trochę postarać.

A czy masz jakieś marzenie co do przyszłości polskiej gastronomii? Jak chciałbyś, żeby wyglądała? W jaką stronę powinna iść?

Chciałbym, żeby było o wiele więcej tematycznych restauracji. Mieszkam w małej miejscowości i naprawdę ciężko zjeść tu coś dobrego. Jest kilka knajp, do których chodzę, ale odkąd pamiętam, podają zawsze to samo w dokładnie ten sam sposób. Nie widać tu rozwoju przez te wszystkie lata, a przecież mówi się o tym w wielu programach kulinarnych zarówno w telewizji, jak i Internecie. Ludzi powinni się szkolić, doszkalać, starać się być jak najlepsi.

Może masz jakąś radę dla osób, które chcą związać przyszłość z gotowaniem i gastronomią?

Tak, żeby zastanowili się dwa, jak nie trzy razy. To naprawdę ciężki kawał chleba. Trudno jest cokolwiek przewidzieć i jeśli się tego rzeczywiście nie kocha, to lepiej się tego nie podejmować. Gotowanie może być pasją, ale nie koniecznie zawodem. W kuchni spędza się po 12-15 godzin dziennie i jest to normą. Nie ma wolnych weekendów, pracuje się wtedy, kiedy zazwyczaj inni mają wolne. To chyba jedna z najcięższych branż, więc warto porządnie to przemyśleć.

Jakie masz marzenia dotyczące przyszłości?

Mam dużo marzeń, ale niestety nie da się wszystkiego zrobić naraz. Chciałbym otworzyć swoją restaurację i ostatnio często o tym myślę. Tylko ciężko znaleźć fajny lokal w ciekawej cenie.

A gdzie chciałbyś otworzyć restaurację?

U mnie w Tarnowskich Górach albo w Katowicach, żeby nie mieć daleko. To nie miałaby być duża knajpa. Taka mała, fajna, na 30 miejsc. Nie chcę iść na ilość, tylko na jakość. Byłaby to droga knajpa, w której ludzie mogliby zjeść rzeczy, których nie są w stanie sami przygotować, ze składników, które ciężko dostać. Liczę na to, że wszystko się uda i ludzie będą przychodzić po inspiracje właśnie do mojej restauracji. Tak samo jak ja inspiruję się dziełami innych kucharzy.

Ponoć najlepsze zostawia się zawsze na koniec. Więc… Gdybyś chciał skraść serce kobiety, to jakie przygotowałbyś danie?

(Śmiech). Risotto! Risotto zawsze bardzo dobrze działa na kobiety. A do tego, oczywiście, fajne, hiszpańskie krewetki. Surowe krewetki z wędzoną papryką, podsmażane z czosnkiem, masełkiem. Oczywiście zalane białym winem, zredukowane. Dodałbym trochę więcej masła i cytryny. Z tego robi się taki fajny, gęsty, cytrynowy sos. I na sam koniec pietruszka i szczypta chilli, sól. Do tego świeża, chrupiąca bagietka. To na przystawkę. Jako danie główne risotto z przegrzebkami i musem kalafiorowym. Na górę troszeczkę parmezanu i oliwy z oliwek. Do tego kalafior pieczony na maśle. Trochę mus, trochę chrupiących kawałków, aby coś się tam działo. Dość często, niestety, jest tak, że risotto jest jednolitym daniem. Jeśli dodamy do niego coś fajnego, chrupiącego, to smakuje zupełnie inaczej. Do tego wszystkiego trochę białego wina… do picia oczywiście. A na sam koniec czekoladowy fondant z wypływającym środkiem. Pyszna sprawa! I kobieta jest już Twoja.


Nie wiem, jak dla Ciebie, ale dla mnie rozmowa z Piotrem Ogińskim była inspirująca. Jedno jest pewne – warto marzyć i realizować marzenia!

 

zdjęcie: dziennikzachodni.pl

Dodaj komentarz