Costa del Sol – Andaluzja pełna smaków

19

Costa del Sol, czyli Słoneczne Wybrzeże, słynie z pięknych plaż, doskonałej pogody i… genialnego jedzenia. Jakie są regionalne przysmaki? Czego warto spróbować? Co zobaczyć? Na te i inne pytania znajdziesz odpowiedź poniżej.

Jestem totalnym freakiem, jeśli chodzi o wyjazdy. Na co dzień jestem człowiekiem dość roztrzepanym, lecz jeśli chodzi o wycieczki – jestem wzorowym przewodnikiem podróży. Oczywiście kulinarnym. Przed wyjazdem zrobiłam listę miejsc, które chciałam odwiedzić (Trip Advisor – kocham Cię) i konsekwentnie realizowałam postawione sobie kulinarne cele.

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia.

Kuchnia andaluzyjska słynie z prostych dań. To właśnie ta prostota skradła serce milionów ludzi, którzy mieli przyjemność spróbować tamtejszych potraw. Dlaczego? Bo jest to niebo w gębie!

Do podstawowych przysmaków tego regionu należą:

  • Tapas – popularne w całej Hiszpanii, małe przekąski na bazie świeżych produktów. Do moich ulubionych zaliczam sałatkę z owocami morza oraz grillowaną ośmiornicę. Pychota!
  • Gazpacho – hiszpański chłodnik ze świeżych pomidorów.
  • Paella – wywodzi się z Walencji, lecz jest również bardzo popularna w Andaluzji. To danie bazujące na ryżu z dodatkiem szafranu i owoców morza lub mięs.
  • Migdały – Andaluzja słynie ze znakomitych migdałów i jest największym regionem produkcyjnym w Hiszpanii.
  • Oliwki i oliwa z oliwek – to właśnie w tym regionie znajduje się 80% produkcji oliwy z oliwek w skali całej Hiszpanii. Rośnie tam wiele odmian drzew oliwnych, których owoce różnią się walorami smakowymi.
  • Espeto – tradycyjny sposób przygotowania ryb w okolicach Malagi. Ryby pokrywa się grubą warstwą soli morskiej, nadziewa na trzcinę bambusową i piecze w palenisku w kształcie łodzi. Tak przyrządzone ryby można znaleźć głównie w barach na plaży.

W tym roku postawiłam na typowy, urlopowy wypoczynek, czyli all inclusive w hotelu tuż przy plaży. I w tym miejscu powinnam dodać, że był to raczej ostatni raz, kiedy wybrałam all inclusive. Doszłam do wniosku, że opcja ze śniadaniami jest o niebo lepsza, bo ma się więcej czasu na poznawanie lokalnych przysmaków. Tylko… co na to mój chłopak? Będzie wniebowzięty, kiedy to przeczyta (ups)!

Wracając do tematu. Zatrzymaliśmy się w małej mieścince La Cala de Mijas, która znajduje się ok. 45 km od Malagi. Spotkać w niej można głównie starszych ludzi z Wielkiej Brytanii i to na nich nastawiony jest cały turystyczny rynek w tej miejscowości. Jednak, żeby nie było, że narzekam – to miejsce ma też dobre strony i to na nich się skoncentruję. Otóż…

La Cala de Mijas to dobre miejsce dla osób, które chcą wypocząć. Nie ma tam hucznych imprez i tłumów młodych ludzi. Jest po prostu przyjemnie. Wzdłuż plaży ciągną się małe bary i dobra droga dla biegaczy. Sprawdzone info!

_dsc0006

Ponadto jest to dobry punkt komunikacyjny. La Cala de Mijas leży między Marbellą a Fuengirolą i Malagą. Do Fuengiroli i Marbelli można dojechać w 15 minut autobusem. Do Malagi droga (z przesiadką we Fuengiroli) zajmuje ok. 1h.

Jednak dla mnie najważniejszym aspektem był fakt, że region, w którym znajduje się La Cala de Mijas, ma kilka wspaniałych miejsc, gdzie można dobrze zjeść.

La Cala de Mijas

Pierwszym z super miejsc jest restauracja, która zajmuje 1 miejsce w rankingu Trip Advisor – KonFusion Tapas & Coctail Bar. Zamówiliśmy tam marynowanego łososia, foie gras z konfiturą porzeczkową i krakersami bez glutenu, mięso z czarnej świni w słodkim sosie, krewetki oraz Pimientos de Padrón, czyli smażone papryczki z solą morską. Moje serce zdecydowanie skradło mięso z czarnej świni! Było genialnie doprawione i rozpływało się w ustach. Marynowany łosoś idealnie trafił mój gust, ale był bardziej „japoński” niż „hiszpański”. A w końcu nie pojechałam tam na sushi, prawda? Marek zdecydowanie pokochał foie gras*, choć nie mógł przeżyć, że je coś, co było wyprodukowane w tak mało humanitarny sposób.

*Foie gras to pasztet z gęsich lub kaczych wątróbek, które są bardzo otłuszczone. Aby wątroby nadawały się na foie gras – drób karmiony jest przy pomocy specjalnej, metalowej rury i pokarm (kukurydza) wprowadzany jest prosto do ich żołądka. 

11

14

15

12

Drugim miejscem, które warto odwiedzić jest Bocarte Tapas Bar. To miejsce odwiedziliśmy pierwszego dnia i mimo super zapowiedzi… trochę się zawiedliśmy. Krewetki bardzo „smakowały morzem”, co nie jest komplementem i mięso było przesolone. Genialny okazał się tatar z łososia oraz fakt, że gdy powiedziałam, że nie jem mąki pszennej – kelnerka przyniosła mi pieczywo, krakersy bezglutenowe oraz dwa gratisy – ser i marynowane warzywa! Tymi drobnymi gestami zdobyli moje serce!

3

4

1

5

6

9

26

Myślę, że warto wspomnieć także o lodziarni, która serwowała naprawdę bardzo dobre lody! Heladeria – Cafeteria El deseo ma w swoim repertuarze smaki takie jak: oreo, kinder, kokos i wiele, wiele innych. Obsługa była bardzo miła, a gdy nie wiedzieliśmy, który smak wybrać – mogliśmy po łyżeczce spróbować każdego ze smaków. Pychota!

17

16

 

Fuengirola

We Fuengiroli odwiedziliśmy tylko jedną knajpę godną uwagi. Była to Pata Rusa. Zamówiliśmy grillowane kalmary i paellę. Oba dania były przepyszne! Kalmary podane zostały z pieczywem i pomidorami. Były idealnie wysmażone, nie miały „gumiastej” struktury i mogłabym jeść je dosłownie każdego dnia. Warto wspomnieć, że do tej knajpy trafiliśmy w 100% za sprawą rankingu pobliskich paelli na Trip Advisorze i był to strzał w dziesiątkę! Owoce morza były świeżutkie i ryż idealnie doprawiony. Dodatkowo, obsługa była przemiła, a barman, gdy zobaczył, że robię zdjęcia – powiedział, że specjalnie dla mnie zapozuje na barze!

18

19

20

22

Malaga

W Maladze odwiedziliśmy dwie restauracje i były to dwa przypadki. Padał deszcz, byliśmy głodni, nie mieliśmy wifi, aby znaleźć dobrą knajpę, więc weszliśmy tam, gdzie były miejsca. Ponadto zobaczyliśmy, że w środku siedzą „lokalni”, więc stwierdziliśmy, że w tych miejscach muszą serwować dobre jedzenie. Pierwszym miejscem była El Marisquera. Obsługa nie była przyjazna turystom (musieliśmy jeść na stojąco mimo wolnych stolików), ale ośmiornicę mieli całkiem przyzwoitą.

23

Do Bar Malaga Restaurante trafiliśmy na pół godziny przed odjazdem naszego autobusu. Kuchnia była zamknięta, więc skusiliśmy się na szybkie tapas: tuńczyk marynowany w occie i cebuli, wieprzowinę i sałatkę z owocami morza. I tu wyszedł pośpiech i szybki wybór miejsca. Były to jedne z gorszych tapas, jakie miałam przyjemność próbować w Hiszpanii.

24

Podsumowując – zwiedziliśmy wiele miejsc, jednak myślę, że musiałabym napisać z 5 artykułów, aby być w stanie wszystko opowiedzieć. Mam nadzieję, że kilka powyższych zdjęć choć trochę przybliży Ci kuchnię Andaluzji. A na zakończenie kilka zdjęć, które przybliżą Ci niesamowity klimat Hiszpanii!

_dsc0383

_dsc0468

_dsc0429

_dsc0412

_dsc0544

 

Dodaj komentarz